NFL
Zwrot akcji po szczycie w Paryżu. Tusk się tego nie spodziewał Czytaj więcej:
Premier Donald Tusk wrócił z Paryża po obradach tzw. Koalicji Chętnych, które miały być okazją do rozmów nie tylko o przyszłości Ukrainy, ale również… kwestii Grenlandii. Szczyt miał być przede wszystkim miejscem, gdzie liderzy Zachodu osiągną przełom w sprawie gwarancji bezpieczeństwa dla Kijowa, w kontekście trwającej od prawie czterech lat wojny. Tymczasem rozmowy potoczyły się w sposób, który zaskoczył nie tylko polskiego premiera, lecz także wielu obserwatorów sceny międzynarodowej.
Ambitne cele, a rzeczywistość bez przełomu
Temat Grenlandii
Rola Tuska w rozmowach
Głównym celem rozmów w Paryżu było osiągnięcie porozumienia w sprawie przyszłego systemu gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy, czyli zobowiązań, które miałyby chronić Kijów przed kolejną agresją ze strony Rosji, jeśli dojdzie do zawieszenia broni. Liderzy około 35 państw, w tym europejskich i Stanów Zjednoczonych, mieli dyskutować nad szczegółami tego rodzaju zabezpieczeń oraz nad wspólną deklaracją wsparcia.
Jednak ostateczne wiążące decyzje zostały odłożone. Dokumenty mają być jeszcze dopracowane, a ich podpisanie możliwe dopiero w kolejnych tygodniach. Premier Tusk jeszcze przed wylotem mówił o dyplomacji jako „szansie na uzyskanie pokoju”, podkreślając jak ważne byłyby takie gwarancje z polskiej perspektywy bezpieczeństwa.
Rozmowy były żywe i pełne intensywnych debat, ale zabrakło tego jednego momentu, na który liczyli uczestnicy, czyli jasnego, konkretnego zobowiązania międzynarodowego, które mogłoby stać się fundamentem przyszłego bezpieczeństwa. Zamiast tego liderzy przyjęli ogólną deklarację współpracy, koncentrując się na chęci wsparcia Ukrainy i budowie mechanizmów, które jeszcze nie są w pełni doprecyzowane.