NFL
Wspaniałe wieści z początkiem roku.
Gwiazdor TVN spodziewa się dziecka. Własnie potwierdził wieści
Kiedy w 2003 roku na antenie TVN ruszył pierwszy odcinek „Na Wspólnej”, mało kto wierzył, że ten adres zostanie z nami na dekady. A jednak, podczas gdy inne produkcje lądowały w koszu, ekipa z warszawskiego bloku trwała na posterunku przez ponad dwadzieścia lat. Ten serial stał się dla Polaków czymś w rodzaju wieczornej rutyny, równie pewnej co prognoza pogody.
Największą siłą produkcji okazała się ciągłość obsadowa. To był jeden z niewielu przypadków w naszej telewizji, gdzie aktorzy dorastali i starzeli się razem z widzami. Na naszych oczach serialowe dzieci zakładały własne rodziny, a dorośli stawali się seniorami rodu. Dzięki temu publiczność nie czuła, że ogląda wynajętych statystów, ale raczej wpada z wizytą do starych znajomych, których losy zna od podszewki.
Scenarzyści nie bali się też wyjść poza schemat lukrowanej telenoweli. Wątki „Na Wspólnej” często uderzały w trudne tematy społeczne, od uzależnień i chorób psychicznych, po kwestie LGBT+. Robili to bez zbędnego zadęcia, przez co serial dla wielu stał się swego rodzaju poradnikiem życiowym, podanym w przystępnej formie. Całość osadzono w bloku, a nie w sterylnych willach, co pozwalało widzom łatwiej identyfikować się z bohaterami, którzy – tak jak my – kłócili się o pieniądze i zmagali z codziennością.
Ostatecznie fenomen tego tytułu opierał się na poczuciu bezpieczeństwa. W świecie pełnym zmian godzina 20:15 stanowiła stały punkt dnia. Nawet jeśli ktoś nie śledził każdego odcinka, to i tak orientował się, co słychać u Ziębów czy Hofferów. Ta produkcja po prostu wrosła w polski krajobraz, a legendarna piosenka w czołówce stała się symbolem telewizyjnej trwałości.