NFL
Wiadomo, co się stało 👇
Smutne wieści z domu Bartosza Kurka. Żona siatkarza ponownie trafiła do szpitala
Anna Kurek, siatkarka i żona jednego z najlepszych polskich zawodników, Bartosza Kurka, zmaga się z nawracającą kontuzją kolana. Zawodniczka opowiedziała o nagłej hospitalizacji i dramatycznych chwilach, kiedy nie mogła zrobić nawet kroku.
Nagła hospitalizacja i bolesny powrót kontuzji
Życie w Japonii
Reakcje fanów, wsparcie i nadzieja na powrót
Dla Anny Kurek początek roku z pewnością nie wyglądał tak, jak planowała. Utalentowana siatkarka Tokyo Sunbeams, a prywatnie żona Bartosza Kurka, kilka dni temu poinformowała fanów, że trafiła do szpitala w Tokio. Początkowo nie ujawniała szczegółów dotyczących swojej hospitalizacji, zostawiając obserwatorów w niepewności. Jednak kilka dni później zdecydowała się przełamać milczenie i opowiedziała, co tak naprawdę doprowadziło ją do szpitalnego łóżka. Według niej wszystko zaczęło się od dawnej kontuzji kolana, która towarzyszy jej od wielu lat i która niestety wróciła w najmniej odpowiednim momencie. Opisując swoją historię Anna wspomniała o przeszłości, kiedy doznała poważnego urazu łąkotki, który na długo przerwał jej sportową karierę.
10 lat temu miałam pękniętą łąkotkę, to był bardzo ciężki czas, pamiętam. To był bardzo zły moment na taką kontuzję, bo moja kariera nabierała rozpędu. Moja gra w reprezentacji wyglądała coraz lepiej i czułam się coraz pewniej i tak dobrze na boisku. Trener też na mnie stawiał. To był piękny czas, który niestety został przerwany właśnie kontuzją kolana – wspominała Anna Kurek.
Anna opisała w szczegółach dzień, w którym wszystko się zaczęło. W sobotę zagrała mecz z wyraźnie opuchniętym kolanem i już wtedy ludzie z jej otoczenia zauważali, że coś jest nie tak, ale sama zawodniczka chciała kontynuować grę. W niedzielę obudziła się z tak ogromną opuchlizną, że nie była w stanie zrobić kroku.
Kolano było totalnie opuchnięte, zgięcia praktycznie nie było. Nie mogłam robić kroku – relacjonowała Anna w swoim vlogu, przyznając, że dopiero wtedy zaczęła myśleć poważnie o tym, że coś jest naprawdę nie tak.
Fizjoterapeutka doradziła jej natychmiastowe zgłoszenie się do lekarza, ale ze względu na świąteczno‑noworoczne przerwy w Japonii badania nie mogły zostać wykonane od razu, co opóźniło diagnozę. Dopiero kilka dni później specjaliści potwierdzili, że doszło do ponownego pęknięcia łąkotki i w to w momencie, gdy Anna łapała formę.