NFL
Tragedia na wakacjach. Nie żyje ikona polskiego sportu Czytaj więcej:
Szokująca wieść dotarła dziś do środowiska fanów motoryzacji i sportu – Robert Mucha, jedna z najbardziej barwnych postaci polskich rajdów samochodowych, odszedł podczas spaceru na plaży. Więcej niż sportowiec, prawdziwa legenda, której historia zapisała się złotymi zgłoskami w annałach motorsportu.
Nagła śmierć Roberta Muchy
Legenda polskich rajdów
Pożegnania i reakcje fanów oraz środowiska sportowego
Robert Mucha zaczął swoją przygodę z motoryzacją już jako nastolatek. W wieku 16 lat wstąpił do Automobilklubu Warszawskiego, a kilkanaście lat później sięgnął po pierwsze poważne sukcesy w rajdach – jako pilot i kierowca zdobywał podium w imprezach takich jak Rajd Dolnośląski, Rajd Polski czy Rajd Węgierski.
Jego największym triumfem było zwycięstwo w Rajdowych Mistrzostwach Świata w Monte Carlo, gdzie w 1972 roku wygrał swoją klasę samochodem Polski Fiat 125p, co przeszło do historii narodowych startów. Wielokrotnie reprezentował Polskę w mistrzostwach Europy i świata oraz był częścią zespołu, który ustanowił aż trzy rekordy świata kultową „125-tką”.
Mucha nie ograniczał się tylko do tego, co działo się za kierownicą. Ukończył Wydział Prawa Uniwersytetu Warszawskiego oraz kursy na Columbia University, a później łączył kariery dyplomatyczną, handlową i biznesową – był między innymi sprzedawcą aut w Kanadzie i przedsiębiorcą w branży spożywczej.
Nagła śmierć na Karaibach – dramat, który wstrząsnął fanami
W trakcie zimowych wakacji Robert Mucha przebywał na wyspie St. Martin na Karaibach, kiedy podczas spaceru nagle zasłabł i zmarł. Miało to miejsce na plaży, gdzie wielu turystów odpoczywało pod palmami, a tę spokojną scenerię przerwał dramat. Ratownicy i służby medyczne nie byli w stanie przywrócić mu życia.
Mucha miał 83 lata, pozostawiając po sobie ogromną historię i szacunek w środowisku rajdowym. Jego pogrzeb zaplanowano na Kanadzie, kraju, w którym spędził ważne etapy życia po zakończeniu kariery sportowej.