NFL
Takiego ruchu ze strony Czarzastego Nawrocki się nie spodziewał. Potężny cios. Wielu tylko na to czekało…
Najpierw były przecieki, potem polityczne oskarżenia, a na końcu – narastające napięcie, które zaczęło żyć własnym życiem w mediach i w sieci. Włodzimierz Czarzasty długo nie komentował sprawy ankiety bezpieczeństwa i kontaktów ze Swietłaną Czestnych. Aż wreszcie stanął przed kamerami Polsat News i powiedział wprost, jak widzi całą sytuację.
Czarzasty przekonywał, że jego stanowisko w państwie działa inaczej niż w przypadku urzędników czy osób dopiero ubiegających się o dostęp do informacji niejawnych. Podkreślał, że nie ma obowiązku wypełniania ankiety bezpieczeństwa – podobnie jak prezydent, premier czy marszałek Senatu – i że od lat pozostaje pod stałą kontrolą kontrwywiadu.
W tym miejscu marszałek próbował wyraźnie przeciąć sugestie, że „unika sprawdzenia”. W jego narracji problem nie polega na braku weryfikacji, tylko na tym, że w przestrzeni publicznej buduje się wrażenie, jakby była to jego osobista „furtka” do ukrywania czegokolwiek.
Ankieta bezpieczeństwa. Co kryje 25 stron pytań
Wątek ankiety zrobił się głośny, bo – jak wynika z medialnych ustaleń – dokument ma aż 25 stron i zawiera wyjątkowo szczegółowe pytania. Chodzi m.in. o kontakty z cudzoziemcami z ostatnich 20 lat, ewentualne zainteresowanie obcych służb, przeszłość w PRL, a także wątki bardzo prywatne, w tym stan zdrowia i pobyty w szpitalach.
Czarzasty przyznał, że podobny formularz wypełniał wiele lat temu i nazwał go uciążliwym. Z jego wypowiedzi wynikało też, że dwa lata temu świadomie zdecydował, by nie wchodzić w tę procedurę, bo uznał, że nie jest mu potrzebna „wiedza tajemna” w tym zakresie.