NFL
Świat z podziwem patrzył na dokonania władcy. Do czasu Więcej ➡️
Zbudował sobie “Wersal dżungli”. A to tylko jedna z zachcianek. Dyktator stworzył prywatny raj
W kraju, w którym ludzie głodowali, sprowadzał z Paryża wino, jedwab i służbę. W dżungli kazał wznieść pałac i lotnisko, na którym mógł lądować Concorde. Na jego rozkaz miliony obywateli zmieniły nazwiska, by narodził się “nowy naród”. Świat z podziwem patrzył na dokonania władcy. Do czasu. Bo ten spektakl, choć momentami olśniewający, musiał skończyć się tragicznie.
Więcej ciekawych historii znajdziesz w Przeglądzie Sportowym Onet
Kiedy przebywał w jednym ze swoich pałaców, na głowie miał czapkę z lamparta. Symbol siły, władzy i niepodzielnego panowania. Chciał, aby tak właśnie go widziano. Miał być lwem wśród ludzi, niezłomnym przywódcą, który stoi ponad codziennością. Już dawno nie był prezydentem. Stał się symbolem, ojcem narodu, wodzem i ucieleśnieniem zairskiego ducha. A kraj, którym władał, stał się sceną, na której polityka, propaganda, a nawet sport zlały się w jedno widowisko, które za zadanie miało pokazać światu siłę afrykańskiego państwa.
Rządy silnej ręki
Joseph-Desire Mobutu, bo o nim mowa, nie pojawił się znikąd. Jego droga była ukształtowana doświadczeniami wojskowymi, zagranicznymi, a nawet medialnymi. W 1949 r. wstąpił do armii kolonialnej Belgii, gdzie szybko awansował. Była to dla niego szkoła dyscypliny, gdzie uczył się też jak budować wpływy i panować nad ludźmi. Zrozumiał też, że siła militarna i władza to fundament do kariery