NFL
Padły mocne słowa
Akta Epsteina, a w tle rodzina królewska. Te słowa cytuje cały świat
W świecie mediów newsy o śmierci i skandalach mieszają się w jednym kotle, często bez żadnego ostrzeżenia. Ostatnio portal TMZ, znany z tego, że o zgonach gwiazd dowiaduje się szybciej niż rodziny, podał szczegóły dotyczące odejścia Catherine O’Hary. Biuro koronera z Los Angeles ucięło spekulacje – przyczyną była zatorowość płucna. Przy okazji wyszło na jaw, że aktorka zmagała się z rakiem odbytnicy, co rzuca zupełnie inne światło na jej ostatnie miesiące, spędzone z dala od blasku fleszy.
Zupełnie inny rodzaj mroku ciągnie się za nazwiskiem Jeffreya Epsteina. To postać, która stała się symbolem zepsucia współczesnych elit. Facet latami balansował na styku wielkiego biznesu, polityki i najzwyklejszego rynsztoka. Choć oficjalnie był finansistą i doradcą miliarderów, do dziś nikt nie potrafi racjonalnie wytłumaczyć, skąd tak naprawdę wzięły się jego gigantyczne pieniądze. Portfele bogaczy były tylko parawanem dla czegoś znacznie gorszego. Epstein stworzył obrzydliwą, rozbudowaną siatkę handlu ludźmi, w tym dziećmi, którą zarządzał z taką samą chłodną precyzją, jak akcjami na giełdzie. Gościł u siebie najważniejsze osoby na świecie, budując wokół siebie mur nietykalności. To klasyczny przykład tego, jak wielkie wpływy potrafią skutecznie oślepić wymiar sprawiedliwości na całe dekady. Jego historia to nie jest scenariusz na film sensacyjny, ale przestroga przed tym, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami rezydencji, do których nikt nie ma wstępu.
Obie te historie, choć z zupełnie innych światów, pokazują jedno: prawda o znanych ludziach zawsze prędzej czy później wypływa na wierzch. Nieważne, czy ukrywasz chorobę, czy mroczną, przestępczą działalność – ostatecznie i tak zostajesz podsumowany w suchym, urzędowym raporcie