NFL
Nie wytrzymała
Znana modelka komentuje akta Epsteina. Nie szczędziła słów goryczy
Ostatnie dokumenty ujawnione przez amerykański wymiar sprawiedliwości wyciągnęły na światło dzienne fakty, które szokują. Jedna z najbardziej rozpoznawalnych polskich gwiazd postanowiła zabrać głos.
Ujawnione akta Epsteina
Tajemnice branży mody
Ewa Wachowicz komentuje akta Epsteina
Ostatnie tygodnie w mediach międzynarodowych i w relacjach z Waszyngtonu upłynęły pod znakiem jednych z największych jak dotąd dokumentowych ujawnień w sprawie Jeffreya Epsteina. Amerykański Departament Sprawiedliwości opublikował ponad 3 miliony stron akt, zawierających dokumenty sądowe, nagrania, zdjęcia i e-maile związane z działalnością skazanego przestępcy seksualnego — czym zakończył cykl publikacji narzucony mu ustawowo przez Kongres USA.
Na pierwszy rzut oka sama liczba stron robi wrażenie. Bywa jednak tak, że w dużym kontenerze danych kryje się zaskakująco mało konkretnej treści. Krytycy całego procesu publikacji zwracają uwagę, że mimo ogromu akt — które powinny teoretycznie rzucić światło na kulisy działania Epsteina, jego sieci powiązań i mechanizmów wykorzystywania ludzi — w praktyce dopiero teraz widać, że duża część ujawnionych dokumentów to materiały fragmentaryczne lub mocno ocenzurowane.
Departament Sprawiedliwości oficjalnie otworzył dostęp do dokumentów, ale jednocześnie zaznaczył, że część z nich została zredagowana (zamazane nazwiska, usunięte zdjęcia czy fragmenty treści), aby chronić tożsamość potencjalnych ofiar lub przebieg trwających dochodzeń. Te działania wzbudziły ostrą krytykę zarówno ze strony niektórych prawodawców, jak i komentatorów niezależnych. Ich zdaniem publikacja w takiej formie to bardziej PR niż prawdziwa transparentność.
W praktyce to oznacza, że wiele akt, nawet jeśli technicznie wyszło na światło dzienne, nie daje nowych, jednoznacznych dowodów na szeroko komentowane od lat powiązania z elitami politycznymi czy biznesowymi. Zamiast klarownych dokumentów, które mogłyby uruchomić kolejne śledztwa — mamy masę korespondencji, zdjęć czy notatek, które dla osób postronnych niewiele znaczą lub są zbyt ogólne.
To, co faktycznie pojawia się w aktach, to przede wszystkim zbiór informacji o kontaktach, e-mailach i spotkaniach — niekoniecznie jednak takich, które w świetle prawa znaczą coś więcej niż zwykłe wzmianki czy propozycje. Część analiz wskazuje, że dokumentacja raczej powiela znane już fakty z przeszłych lat, niż ujawnia nowe, sensacyjne szczegóły.
Krytycy publikacji nie tylko podważają wartość ujawnionych dokumentów, ale też sposób ich redagowania i selekcji. Niektórzy komentatorzy zauważają, że mimo ogromnej bazy danych — realne informacje potwierdzające kluczowe oskarżenia przeciwko wspólnikom Epsteina nadal nie ujrzały światła dziennego. A to rodzi pytanie, czy cała akcja faktycznie służy transparentności, czy raczej ma zaspokoić medialne oczekiwania i pozwolić administracji zachować kontrolę nad narracją
zaspokoić medialne oczekiwania i pozwolić administracji zachować kontrolę nad narracją.