NFL
Nie do poznania
Pojawiły się informacje o odejściu wielkiego pedagoga i aktora, który przez dekady kształtował polską scenę. Choć niedawno pożegnał się z zawodem, nikt nie przypuszczał, że koniec nadejdzie tak szybko. Do sieci trafiła jego ostatnia fotografia – widok artysty tuż przed śmiercią chwyta za serce. Z trudem można rozpoznać w nim dawną gwiazdę ekranu.
rozpoznać w nim dawną gwiazdę ekranu.
Nie żyje Edward Linde-Lubaszenko
Niedziela przyniosła informację, która dla polskiej kultury oznacza koniec pewnej epoki. Zmarł Edward Linde-Lubaszenko, aktor, którego nie da się pomylić z nikim innym. Miał 86 lat i choć od dłuższego czasu rzadziej pojawiał się na ekranach, jego odejście i tak uderza z ogromną siłą. Rodzina potwierdziła smutne wieści, zamykając tym samym historię artysty, który dla Krakowa i polskiego kina był kimś więcej niż tylko nazwiskiem na afiszu.
Linde-Lubaszenko to był stary, dobry sznyt. Od lat 70. był filarem Starego Teatru w Krakowie, ale umówmy się – większość z nas kojarzy go przede wszystkim z filmów. Miał ten rzadki dar, że nawet gdy pojawiał się na drugim planie, natychmiast ustawiał całą scenę. Charakterystyczny głos, spokój i inteligencja, która biła z każdego spojrzenia, sprawiały, że wierzyło się w każdą graną przez niego postać. Nie potrzebował fajerwerków, by przykuć uwagę. Co ciekawe, aktor sam zdecydował, kiedy powiedzieć „pas”. W połowie grudnia 2025 roku pojawił się w śniadaniówce i po prostu ogłosił przejście na emeryturę. Bez zbędnego dramatyzmu, z ogromną klasą przyznał, że czas ustąpić pola. To rzadka umiejętność – wiedzieć, kiedy zejść ze sceny na własnych warunkach, zanim zmusi do tego zdrowie czy brak propozycji. Zrobił to z godnością, która towarzyszyła mu przez całą karierę.
Polska kultura traci w nim nie tylko wybitnego aktora, ale też mentora i pedagoga. Dla jednych na zawsze zostanie twarzą kultowych produkcji sensacyjnych, dla innych wielkim interpretatorem klasyki. Jedno jest pewne: takiej charyzmy nie da się podrobić. Edward Linde-Lubaszenko zostawił po sobie setki ról i pustkę, której w krakowskim środowisku artystycznym długo nie uda się zasypać.