NFL
Musiała
Miesiąc do rozwodu a tu takie wieści od Kubickiej. Wyznała w ostatniej chwili, polały się łzy
Są takie dni, kiedy nawet najbardziej twarde decyzje pękają w środku. Sandra Kubicka już wcześniej uprzedzała, że zamyka swój stacjonarny punkt z matchą w Warszawa. W sobotę zrobiła to naprawdę – na oczach ludzi, którzy przez ostatnie miesiące wracali do niej „na kubek”. Emocje wzięły górę, a łzy pojawiły się nie tylko u niej.
Po otwarciu przyszła jednak druga strona medalu. W sieci zaczęły krążyć nagrania, pojawiły się głosy, że napój „nie zachwyca”, a wizerunkowo swoje zrobiły też niskie oceny w wyszukiwarce. Do tego dochodziła presja komentarzy, które – jak sama dała do zrozumienia – odbiły się na jej zdrowiu.
Decyzja zapadła. Warszawa odpada, a plan idzie w teren
W poniedziałek 26 stycznia ogłosiła, że lokal stacjonarny zostaje zamknięty. Wprost przyznała, że w Warszawie punkt „nie ma szans” przebić się i zbudować stałej bazy klientów, bo to miasto – jak mówiła – influencerów, tiktokerów i celebrytów, gdzie konkurencja i przebodźcowanie robią swoje.
To nie był jednak koniec samego produktu. Z jej zapowiedzi wynika, że matcha ma zostać w obiegu – nie tylko online, ale też w food truckach i na festiwalach w różnych częściach kraju. Tyle że zanim ruszy ta „objazdowa” wersja, trzeba było domknąć rozdział na miejscu.
Smutne pożegnanie pod lokalem. Pudło w ręce i cisza, której nie da się udawać
W sobotę przed południem pojawiła się na miejscu. Opublikowała zdjęcie sprzed lokalu – z pudełkiem w ręce i miną, która mówiła więcej niż opis.
W krótkim wpisie podziękowała klientom, podkreślając, że widziała po nich, ile znaczenia miał ten punkt i ile uczuć w niego włożyła:
„(…) Widziałam dziś po Was, że czuliście masę miłości, którą wsadziłam w ten lokal. Połączył nas kubek matchy. Dziękuję Wam. Idę płakać w domu”
Komentarze pod postem szybko zrobiły się ciepłe i wspierające. Ale najmocniejsze emocje wyszły w relacjach.
„Myślałam, że mam to przepracowane” – relacja z auta i scena, której się nie spodziewała
Na Stories odezwała się do obserwatorów z zaparkowanego pod knajpką auta. Mówiła wprost, że to dzień, który miał być „zamknięciem drzwi”, a okazał się czymś dużo trudniejszym.