NFL
Link w komentarzu
Nie jestem notariuszem”. Nawrocki zbombardował Tuska wetami
W Pałacu Prezydenckim zrobiło się w ostatnich dniach naprawdę gorąco. Karol Nawrocki w krótkim czasie ogłosił trzy weta, a jednocześnie podpisał pakiet innych ustaw. W swoim przekazie nie owijał w bawełnę: jeśli uzna, że przepisy są złe albo niebezpieczne dla obywateli, nie będzie przykładał do nich podpisu tylko dlatego, że przeszły przez parlament.
Trzy weta w jednym ruchu. Co prezydent chciał tym pokazać
Z perspektywy politycznej to jasny sygnał: prezydent nie zamierza być biernym uczestnikiem procesu legislacyjnego. Nawrocki podkreśla, że podpisze rozwiązania, które uzna za dobre, ale jednocześnie będzie blokował te, które – jego zdaniem – uderzają w obywateli albo przesuwają granice w stronę zbyt dużej władzy urzędników. W tle są trzy tematy, które zawsze wywołują emocje: wolność w internecie, autonomia nauki i prawa konsumenta.
Weto dla ustawy wdrażającej DSA. Dlaczego prezydent mówi o zagrożeniu dla wolności w sieci
Pierwsze weto dotyczyło ustawy wdrażającej unijny Akt o usługach cyfrowych, czyli DSA. Karol Nawrocki zakwestionował kierunek, w którym – według niego – szły zaproponowane rozwiązania. Największy sprzeciw wzbudził scenariusz, w którym o treściach w internecie rozstrzyga urzędnik, i to urzędnik podległy rządowi, a nie niezależny sąd. Prezydent mówił wprost o ryzyku przeniesienia ciężaru decyzji z wymiaru sprawiedliwości na administrację, co w praktyce może oznaczać presję polityczną, nawet jeśli w przepisach brzmi to „technicznie”.
W jego argumentacji wybrzmiał też wątek krótkiego czasu na reakcję. Nawrocki zwracał uwagę na 14 dni, w których obywatel miałby składać sprzeciw wobec decyzji urzędniczej. Padło też mocne porównanie do „Ministerstwa Prawdy” z „Roku 1984”, czyli symbolu państwa, które próbuje narzucać, co wolno mówić i myśleć. Prezydent odwołał się przy tym do art. 54 Konstytucji, podkreślając, że wolność słowa nie jest przywilejem, tylko prawem obywatela