NFL
Link w komentarzu
Nie żyje aktor znany z „Wilka z Wall Street”. Kilka miesięcy temu usłyszał diagnozę
Świat filmu i teatru po raz kolejny mierzy się z wiadomością, która wytrąca z równowagi nawet tych, którzy do medialnych tragedii zdążyli się „przyzwyczaić”. Zmarł Bret Hanna-Shuford – aktor znany m.in. z „Wilka z Wall Street” oraz występów scenicznych. Miał 46 lat.
To informacja, która uderza nie tylko liczbą. Uderza przede wszystkim kontekstem. Bo z przekazów wynika, że ostatnie miesiące jego życia były walką. Cichą, prywatną, prowadzoną z dala od błysku fleszy, a jednak dziś opowiedzianą jednym, krótkim komunikatem, który obiegł internet.
„Pożegnaliśmy…” – mąż aktora przekazał wiadomość w sieci
O śmierci Breta Hanna-Shuforda poinformował jego mąż, Stephen Hanna. We wpisie opublikowanym w mediach społecznościowych przekazał, że do odejścia doszło rano 3 stycznia. Podkreślił też, że aktor odszedł spokojnie, otoczony bliskimi.
To właśnie ton tej wiadomości najmocniej poruszył odbiorców. Nie ma w niej patosu. Jest ból, ale też próba zatrzymania godności tej chwili.
„Z ciężkim sercem informujemy, że rano, 3 stycznia, pożegnaliśmy najwspanialszego mężczyznę, męża i tatę we wszechświecie. Bret Hanna-Shuford odszedł z tego świata w pokoju, otoczony miłością i rodziną”.
W komentarzach zaczęły pojawiać się kondolencje, słowa wsparcia i wspomnienia. Dla części fanów to był ten moment, kiedy dopiero „kliknęło”, że osoba znana z ekranu to nie tylko rola i nazwisko w napisach, ale też czyjeś życie – i czyjaś rodzina.
Diagnoza sprzed kilku miesięcy. Choroba była bezwzględna