NFL
Gorąco
Czarzasty przestał się hamować i mocno uderzył w Nawrockiego. Wystarczył jeden ruch prezydenta
Krótko po ostatnich politycznych spięciach na szczytach władzy zapadła decyzja, która może ustawić spór o sądy na nowo. W tle jest termin, prośba o podpis i milczenie, które – według marszałka – zamknęło drogę do zmiany przepisów.
Czytaj też: Pilny komunikat Kancelarii Sejmu ws. Czarzastego. Służby potwierdziły
Marszałek Sejmu uruchamia procedurę wyboru sędziów
Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty ogłosił rozpoczęcie naboru do Krajowej Rady Sądownictwa na podstawie dotychczas obowiązujących przepisów. Jak wybrzmiało w jego przekazie, to reakcja na brak działania prezydenta w wyznaczonym czasie.
Czarzasty powiedział, że zwrócił się do głowy państwa z prośbą o szybkie rozstrzygnięcie i podpis pod ustawą dotyczącą KRS, która trafiła do Pałacu Prezydenckiego. W jego relacji termin minął, a podpisu nie było.
„Poprosiłem pana prezydenta, żeby w przeciągu dwóch dni odniósł się do sprawy i podpisał ustawę w sprawie KRS, która jest u niego. Nie podpisał”.
W praktyce oznacza to jedno: skoro nowe przepisy nie weszły w życie, Sejm – według tej decyzji – ma ruszyć starym trybem, mimo że sam marszałek i rządząca większość oceniają go jako rozwiązanie wadliwe.
Zarzuty o brak odwagi i polityczną odpowiedzialność
Wystąpieniu marszałka towarzyszył wyraźnie konfrontacyjny ton wobec prezydenta Karola Nawrockiego. Czarzasty zbudował narrację na prostym podziale: była szansa na „porządek” w KRS, ale została zatrzymana przez brak decyzji po stronie Pałacu.
Padły mocne słowa, wprost przypisujące odpowiedzialność prezydentowi.
„Panie prezydencie, nie miał pan odwagi zrobić porządku, w związku z tym według starej ustawy będziemy wybierali KRS”.
Marszałek mówił też o konieczności zaangażowania środowiska sędziowskiego i obywateli w procedurę naboru, podkreślając, że skoro gra toczy się na dotychczasowych zasadach, to przynajmniej wybór ma – w jego ujęciu – dać szansę na osoby o nieposzlakowanej opinii.
Główne założenia odrzuconej nowelizacji przepisów
Nowelizacja, o którą toczy się spór, według przedstawionej wersji miała przynieść rewolucję w sposobie wyłaniania sędziowskiej części KRS. Najważniejszy punkt był jasny: odebrać politykom realny wpływ na wybór i oddać go środowisku sędziowskiemu.
W opisie projektu podkreślano, że wybory miały być powszechne i tajne, a organizacyjnie miałaby je przeprowadzać Państwowa Komisja Wyborcza. Taki model – zgodnie z tą argumentacją – miał zapewnić reprezentację sędziów z różnych szczebli sądownictwa, od sądów rejonowych po Sąd Najwyższy.
W tle jest cel nadrzędny, konsekwentnie powtarzany w tej debacie: odpolitycznienie organu i odbudowa jego legitymacji, a w konsekwencji – zaufania do instytucji państwa.
Kolejna próba odblokowania reformy wymiaru sprawiedliwości
Decyzja marszałka jest opisana jako kolejna odsłona konfliktu, który od lat blokuje reformy w obszarze sądownictwa. Wskazano też, że wcześniejsze podejście do zmian – jeszcze w 2024 roku – zostało zatrzymane przez orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, co do dziś ciągnie za sobą skutki polityczne i prawne.
W tym obrazie impas nie znika, tylko zmienia formę. Teraz mamy ruch Sejmu według starego prawa, a jednocześnie ryzyko, że nowy projekt i tak nie przejdzie przez Pałac. W efekcie system ma działać w stanie napięcia, a wybór według starych zasad może okazać się rozwiązaniem wyłącznie tymczasowym – i kolejną iskrą w sporze między głównymi ośrodkami władzy.