NFL
Cały świat zobaczył cyrk z udziałem Sabalenki. “Żadnej wartości”
Cały świat zobaczył cyrk z udziałem Sabalenki. “Żadnej wartości”
O pokazowym meczu Aryny Sabalenki z Nickiem Kyrgiosem mówiło się głośno na całym świecie, ale im więcej emocji opadło, tym wyraźniej widać było, że wydarzenie nie zostawiło po sobie trwałego śladu. – To po prostu nie wyglądało dobrze – ocenia w rozmowie ze Sport.pl Adam Addicott, brytyjski dziennikarz tenisowy związany z portalem Ubitennis.net. Co sprawiło, że spotkanie, które miało elektryzować i inspirować, rozczarowało?
W niedzielę w Dubaju liderka światowego rankingu WTA przegrała z Kyrgiosem 3:6, 3:6 w meczu pokazowym. Starcie tenisistki numer jeden na świecie z zawodnikiem sklasyfikowanym dopiero w siódmej setce ATP od razu wywołało lawinę komentarzy. Rzadko bowiem zdarza się, by w singlowym meczu po przeciwnych stronach siatki stanęli kobieta i mężczyzna.
Problem numer jeden: promocja
Zdaniem Addicotta największym błędem organizatorów była sama narracja wokół wydarzenia. – Sięgnięto po hasło „Bitwa płci”, co automatycznie ustawiło ten mecz w jednym szeregu z historycznymi pojedynkami. Tymczasem tutaj mieliśmy do czynienia wyłącznie z czystą rozrywką – podkreśla dziennikarz. – To był pokaz, który tak naprawdę nie wniósł nic nowego do świata tenisa.
Legendarny termin „Battle of the Sexes” nierozerwalnie kojarzy się z rokiem 1973 i meczem Billie Jean King z Bobbym Riggsem – symbolem walki o równość i prawa kobiet w sporcie. W Dubaju tego kontekstu zupełnie zabrakło. Pomysłodawcy wydarzenia, agencja Evolve współtworzona m.in. przez Naomi Osakę, próbowali nawiązać do historii, ale – zdaniem ekspertów – efekt był chybiony.
– W klasycznych „bitwach płci” chodziło o coś znacznie więcej niż wynik. To była manifestacja społeczna, walka o równe traktowanie i wynagrodzenia. Tutaj tego elementu nie było wcale – zauważa Addicott. – Zawodnicy wiedzieli, w czym biorą udział, dlatego krytyka powinna być skierowana głównie do organizatorów, a nie do nich.
Brak tempa i sportowego napięcia
Choć w Wielkiej Brytanii mecz był szeroko zapowiadany i transmitowany przez BBC One, jego realizacja pozostawiała wiele do życzenia. – Przerwy w grze były bezcelowe, brakowało rytmu i dynamiki – wylicza Addicott. Zawodnicy mogli korzystać z przerw na żądanie, podobnie jak w siatkówce, ale rzadko wykorzystywali je na rozmowy z trenerami.
Symbolicznym momentem była sytuacja, gdy Sabalenka – prowadząc 3:1 z przełamaniem i mając realną szansę na doprowadzenie do trzeciego seta – zamiast skupić się na rywalizacji, zatańczyła na korcie do „Macareny”. Dla jednych był to zabawny element show, dla innych dowód, że sportowy ciężar wydarzenia był drugorzędny.
Do tego doszły problemy techniczne. BBC kilkukrotnie musiało przepraszać widzów za utratę sygnału, a dźwięk bywał niesynchronizowany z obrazem. Podobne kłopoty odnotowano także w innych krajach, w tym w Polsce. Jak się okazało, winę ponosił główny nadawca sygnału z Dubaju.
Sabalenka walczyła, Kyrgios kontrolował mecz
Mimo porażki liderka rankingu zebrała pochwały za swoje podejście. – Była zaangażowana, walczyła i naprawdę starała się wypaść jak najlepiej – mówi Addicott. Sama Sabalenka przed meczem zapowiadała w amerykańskich programach typu talk-show, że „skopie tyłek Nickowi”, podkręcając atmosferę wokół wydarzenia.