NFL
A jednak!
Karol Strasburger to postać, która w Telewizji Polskiej dawno przestała być „tylko” prowadzącym. To zjawisko samo w sobie – medialny pewnik, który trwa niezależnie od zmieniających się władz, trendów, mód i ramówek. W świecie telewizji, gdzie twarze pojawiają się i znikają szybciej niż sezony seriali, on pozostaje stałą – rozpoznawalnym głosem, spokojną dykcją i stylem, który dla milionów widzów oznacza jedno: czas na „Familiadę”. Jego specyficzne poczucie humoru, regularnie komentowane, parodiowane i przerabiane na memy, z czasem przestało być „wpadką”, a stało się znakiem firmowym. Dla jednych kultowe, dla innych kontrowersyjne – ale absolutnie nie do pomylenia z niczym innym.
Od września 1994 roku, czyli od ponad trzech dekad, Strasburger nieprzerwanie stoi na czele jednego z najpopularniejszych teleturniejów w Polsce. 31 lat w jednym formacie to wynik, który w realiach polskiej telewizji ociera się o rekord nie do pobicia, a w skali europejskiej plasuje go w ścisłej czołówce najdłużej prowadzących gospodarzy programów rozrywkowych. Nic dziwnego, że obok Tadeusza Sznuka wymieniany jest jako jedna z ostatnich „żywych ikon” TVP. W kuluarach od lat powtarza się to samo: „Familiada” bez Strasburgera byłaby dla widzów czymś w rodzaju herbaty bez cukru – teoretycznie możliwej, ale
kompletnie pozbawionej sensu.
Co więcej, mimo ukończonych w lipcu 78 lat, Karol Strasburger nie sprawia wrażenia człowieka myślącego o emeryturze. Wręcz przeciwnie – imponuje formą, energią i konsekwencją w dbaniu o zdrowie. Otwarcie mówi, że stawia na regularne treningi i aktywność fizyczną, a poranne ćwiczenia wybiera częściej niż bankiety czy branżowe spotkania. Daleko mu do stereotypowego celebryty seniora. Buduje wizerunek osoby zdyscyplinowanej, świadomej swojego wieku, ale niepogodzonej z biernością. Praca nie jest dla niego obowiązkiem ani dodatkiem do życia – to sposób na zachowanie niezależności, poczucia kontroli i sprawczości. Jak sam wielokrotnie podkreślał, chce być aktywny tak długo, jak pozwoli mu zdrowie.
W cieniu teleturniejowej legendy łatwo zapomnieć, że Strasburger to przede wszystkim aktor z imponującym dorobkiem. Jego kariera sceniczna i filmowa obejmuje ponad pół wieku, a lista ról robi wrażenie nawet na najbardziej wybrednych widzach. Występował w klasyce polskiego kina, m.in. w „Nocach i dniach” czy „Trzeciej części nocy”, a telewidzowie pamiętają go również z serialowych hitów, takich jak „Czterdziestolatek” czy „Ekstradycja”. To właśnie aktorski warsztat, opanowanie i sceniczna dyscyplina sprawiają, że na tle współczesnych prowadzących Strasburger wyróżnia się klasą, spokojem i profesjonalizmem, który dziś staje się rzadkością.
Nic więc dziwnego, że gdy publicznie zadeklarował, iż „Familiadę” zamierza prowadzić co najmniej do setnych urodzin, wielu widzów nie potraktowało tych słów jak żartu czy medialnej przesady. W jego przypadku brzmi to raczej jak konsekwentnie realizowany plan niż luźna deklaracja. Bo Karol Strasburger od lat udowadnia jedno: w polskiej telewizji są rzeczy zmienne, ale są też takie, które trwają nieprzerwanie – i on bez wątpienia należy do tej drugiej kategorii.