NFL
Aleksandra Kwaśniewska została zapytana o dziecko. Ludzie nie mogli uwierzyć co odpowiedziała
Niektóre tematy wracają jak bumerang, nawet wtedy, gdy nikt ich nie zaprasza. Ola Kwaśniewska od lat mierzy się z jednym, wyjątkowo uporczywym pytaniem. I w końcu powiedziała to wprost – bez pudrowania, bez grzecznościowej otoczki.
W ich codzienności przewija się praca, wyjazdy, koncerty i rytm, który dla wielu par bywa próbą cierpliwości. U nich – jak wynika z tego, co pokazują publicznie – ważne jest wsparcie i spokojne trzymanie się własnych zasad.
Końcówka 2025 roku – dużo pracy, trochę rozłąki, dom w tle
Końcówka 2025 roku była dla nich intensywna. Święta spędzili w Szwajcarii, w zimowej scenerii i w gronie najbliższych, ale zawodowe obowiązki Kuby Badacha oznaczały też szybkie powroty do Polski, w tym występ podczas koncertu sylwestrowego.
W tym czasie Aleksandra dzieliła się refleksjami w mediach społecznościowych. Z jednej strony radość i duma, z drugiej stres i zwykłe, codzienne emocje, które pojawiają się, gdy praca wyrywa z domu. Ten obraz to raczej opowieść o równowadze niż o idealnej pocztówce.
Pytania o dzieci wracają. Kwaśniewska odpowiedziała ostro i celnie
W 2023 roku Ola Kwaśniewska w rozmowie dla magazynu „Viva!” odniosła się wprost do pytań o macierzyństwo. Uderzyła w rzecz, o której wiele osób mówi szeptem – w to, że podobne pytania często padają w stronę kobiet, a mężczyzn omijają.
„To ja mam tłumaczyć się z braku dzieci. Mojego męża nikt o to nie pyta.”
I wtedy padła metafora, którą trudno zapomnieć, bo trafia dokładnie w sedno tej nachalności:
„Uważam, że zupełnie nie ma sensu nie mieć psa, ale nie skaczę po Instagramie po profilach osób, które nie mają psów, i nie piszę im w komentarzach: ‘Kiedy pies?!’”
Kwaśniewska zestawiła presję na posiadanie dzieci z równie absurdalnym – jej zdaniem – wchodzeniem w cudze życie z pytaniami o to, dlaczego ktoś nie ma psa. W jej przekazie nie chodziło o żart dla żartu. Raczej o pokazanie, jak dziwnie społecznie akceptujemy wpychanie nosa w najbardziej prywatne decyzje.
O co tu naprawdę chodzi – o wybór i granice
W tej wypowiedzi nie ma deklaracji, tłumaczenia się ani usprawiedliwień. Jest jasny komunikat: decyzje o rodzinie należą do tych, których dotyczą. A społeczne oczekiwania nie powinny działać jak obowiązkowa ankieta do wypełnienia.
I jeszcze jedno – jej słowa wybrzmiewają mocniej, bo dotykają nierównego traktowania. Bo jeśli pytanie o dzieci pada stale w stronę jednej osoby, a drugą omija, to nie jest już „troska”. To jest presja.