NFL
Dantejskie sceny pod prokuraturą. Na miejscu Grzegorz Braun. Wiemy, co się dzieje Czytaj więcej:
We wtorek 17 lutego Grzegorz Braun, europoseł i lider Konfederacji Korony Polskiej, stawił się w Prokuraturze Okręgowej we Wrocławiu, by usłyszeć zarzuty związane z wtargnięciem do szpitala w Oleśnicy i próbą uniemożliwienia pracy ginekolożce Gizeli Jagielskiej. Choć na miejscu pojawili się jego zwolennicy, liczebnością przebili ich dziennikarze i media. Sama wizyta europosła trwała bardzo krótko, a zarzutów na razie nie usłyszał.
Przesłuchanie zaplanowano na godz. 9:30. Zwolennicy Brauna, w tym członkowie jego partii i sympatycy polityka, zebrali się przed budynkiem prokuratury, by okazać wsparcie. Jednak niespodziewanie ich manifestację „przebiła” liczba dziennikarzy i fotoreporterów, którzy przyszli relacjonować wydarzenie.
Polityk przybył punktualnie, przywitał się z obecnymi i wygłosił kilka słów do swoich zwolenników. Towarzyszyli mu dwaj mężczyźni w zielonych uniformach z biało-czerwonymi flagami, którzy stali przy nim niczym straż przyboczna.
Atmosfera była napięta, ale spokojna. Braun spędził w prokuraturze zaledwie kilkanaście minut – złożył dokumenty i wnioskował o wyłączenie prokurator prowadzącej jego sprawę.
Braun i jego słowa o „wyższej konieczności”
Podczas krótkiego kontaktu z mediami europoseł nie ukrywał emocji. Powiedział m.in.:
„Nie ma równości wobec prawa, jeżeli ochrona prawna nie przysługuje najbardziej bezbronnym, najmniejszym, jeszcze nienarodzonym Polakom
Braun określił działania prokuratury i policji jako „nękanie”, a swoje wtargnięcie do szpitala – jako działanie w stanie wyższej konieczności.
Polityk złożył kilka pism, w tym zawiadomienie o rzekomym popełnieniu przestępstwa przez prokurator prowadzącą sprawę. Po krótkiej wizycie opuścił budynek prokuratury, nie usłyszawszy żadnych zarzutów.