NFL
Z samego rana uderzyły druzgocące wieści o Ewie Bem. Jest źle
Ewa Bem przez lata kojarzyła się z opanowaniem. Z klasą. Z głosem, który potrafił uspokoić salę jednym wejściem. Tym mocniej wybrzmiało to, co powiedziała teraz – bez osłonek, bez dekoracji, z bólem, którego nie da się zagłuszyć muzyką.
Pierwsze ważne kroki stawiała w zespole Bemibem, który współtworzyła z bratem Aleksandrem Bemem. Z czasem zaczęła budować markę wokalistki o charakterystycznym, ciepłym głosie i dużej swobodzie interpretacyjnej. W kolejnych latach współpracowała z uznanymi muzykami, pojawiała się na festiwalach i konsekwentnie umacniała pozycję na scenie.
Jej dorobek rozpiął się między jazzem, soulem i popem. Publiczność ceniła ją za naturalność i kontakt z widzami. Z czasem zaczęto powtarzać określenie „pierwsza dama polskiego jazzu”, które na stałe przykleiło się do jej nazwiska.
Ewa Bem w szpitalu. „Baliśmy się o moje życie”
Przez długi czas informacje o stanie zdrowia wokalistki pojawiały się rzadko i były oszczędne. Tym razem artystka zdecydowała się powiedzieć wprost, jak wyglądała jej walka.
Zobacz też: Ponad 2 miliony osób bez ubezpieczenia zdrowotnego. Wystarczy jedna choroba i zaczyna się dramat
W rozmowie z „Wysokimi Obcasami” padły słowa, które brzmią jak zapis najtrudniejszych miesięcy:
Byłam przekonana, że to ja odejdę pierwsza [niż mąż]. Od dwóch lat ciężko chorowałam, przeszłam operację płuca, tygodniową śpiączkę, w końcu zdiagnozowali mi raka jajnika IV stopnia. Miesiąc w szpitalu na Płockiej, miesiąc w Instytucie Onkologii. Baliśmy się o moje życie.