NFL
Ostatnie spotkanie z Bożeną Dykiel przed śmiercią. Jej słowa poruszają do głębi
W lipcu, w upalnej Łodzi, Bożena Dykiel była w swoim żywiole. Wzruszona, szczęśliwa, otoczona ludźmi, którzy przyszli po wspomnienia, anegdoty i jej niepodrabialną energię. Dziś te słowa brzmią jak pożegnanie, którego nikt wtedy nie planował.
Łódź, Piotrkowska i dłoń, którą odsłaniała przed ludźmi
Prowadzący spotkanie wspomina, że to wydarzenie mogło być ostatnim publicznym spotkaniem z aktorką. Najpierw Piotrkowska i symboliczny gest odsłonięcia dłoni, potem rozmowa w EC1, później obiad na jej cześć. A wokół – komentarze, wdzięczność, fale ciepła w
sieci.
Wszystko jest ważne, i role, i splendory, i Wajda, i inni, ale dla mnie najważniejsze jest to, żeby rodzina była zdrowa i odżywiona, żeby zrobić dobre jedzonko mężowi i urobić się po pachy w ogrodzie. To jest moje credo. Żeby wszystko ze wszystkim połączyć. Da się? Mnie się udało”.
To zdanie zostało w ludziach, bo było do niej podobne: konkretne, ciepłe, bez udawania.
„Moje miasto, moje ukochane miasto”. Powrót do Łodzi, która ją ukształtowała
Łódź uruchamiała w niej pamięć – tę aktorską i tę towarzyską. Wracała do ulic, planów, mieszkań, emocji sprzed lat. Mówiła o mieście jak o kimś bliskim, kogo dawno się nie widziało.
„Moje miasto, moje ukochane miasto. Połowa mojej aktorskiej młodości, to była Łódź. Tutaj się kręciło non stop, tutaj miałam wynajęte mieszkanie. Wędrując dzisiaj uliczkami, nieustannie się wzruszałam. Każda ulica przypominała mi tę młodość moją. Towarzyską również”.
Wajda, „Ziemia obiecana” i brawura, którą widać na ekranie
Gdy wracała do pracy z Adamem Wajdą, mówiła o niej jak o czasie wielkiego napięcia i wielkiej radości. Bez patosu, ale z wyraźnym szacunkiem.
„Był szczęśliwy, kiedy to kręcił. Naprawdę szczęśliwy. I ja, i my wszyscy, mieliśmy poczucie, że robimy naprawdę coś wielkiego. (…) Andrzej był w natarciu, pokazywał nam materiały, namawiał do dzikości, przełamywania oporów. Szliśmy w to z pasją. Dla Wajdy przede wszystkim. Bo potrafił nas zaczarować”.
W tych słowach jest cała prawda o jej aktorstwie: odwaga, temperament, brak półśrodków.
Hanuszkiewicz: „więcej słuchał niż mówił”
O Adamie Hanuszkiewiczu mówiła jak o kimś, kto ją ukształtował. Wspominała jego klasę, uważność i to, że był rzadkim typem reżysera – takim, który potrafił słuchać aktorów.
„On mnie aktorsko stworzył. (…) Wspominam unikalną otwartość Hanuszkiewicza na pomysły aktorów. To nie jest częste. Słuchał, potrafił słuchać i był ciekawy, co mamy do powiedzenia. (…) Hanuszkiewicz więcej słuchał niż mówił”.
To jedno z tych zdań, które pasują i do teatru, i do życia.