NFL
Była radość i ekscytacja, teraz jest rozpacz i łzy. Występ Polki na IO Czytaj więcej:
Rozbudziła nadzieje kibiców i ekspertów, jechała pewnie i szybko, aż nagle wszystko się posypało. Aleksandra Król-Walas była na dobrej drodze do olimpijskiego medalu w snowboardowym slalomie gigancie równoległym. Niestety, jeden drobny błąd w ćwierćfinale sprawił, że Polka zakończyła rywalizację poza podium.
Olimpijska forma i wielkie oczekiwania
Dramatyczna walka o półfinał
Doświadczenie, które boli najbardziej
Aleksandra Król-Walas od lat należy do światowej czołówki snowboardu alpejskiego. Dwukrotna brązowa medalistka mistrzostw świata przyjechała do Włoch jako jedna z liderek reprezentacji Polski i realna kandydatka do olimpijskiego krążka. Dla 34-letniej zawodniczki były to już czwarte igrzyska w karierze, co tylko podsycało emocje – doświadczenie i forma miały wreszcie zaprocentować.
Polka specjalizuje się w snowboardowym slalomie gigancie równoległym i slalomie równoległym. W poprzednich startach olimpijskich brakowało jej szczęścia. Najlepszy wynik osiągnęła w Pekinie w 2022 roku, gdzie zajęła ósme miejsce. Tym razem jednak wszystko wyglądało inaczej. Trasa w Livigno sprzyjała technicznym zawodniczkom, a Król-Walas prezentowała się bardzo pewnie już od pierwszych przejazdów.
W eliminacjach uzyskała piąty czas, co dało jej komfortowe miejsce w drabince fazy pucharowej. Lepsze były tylko największe gwiazdy tej konkurencji, z dwukrotną mistrzynią olimpijską Ester Ledecką na czele. Polka nie ukrywała ambicji i jasno dawała do zrozumienia, że walczy o coś więcej niż tylko miejsce w czołowej dziesiątce.
–