NFL
— Nikogo się nie bałem. To mnie mieli się bać — mówił Marian Kasprzyk, wspominając lata sukcesów na światowych ringach. Zmarły 3 lutego mistrz olimpijski z Tokio wiódł burzliwe życie ➡
Marian Kasprzyk nie żyje. Mistrz olimpijski na starość był samotny. “Pan Bóg mi towarzyszy”
Nikogo się nie bałem. To mnie mieli się bać — mówił Marian Kasprzyk, wspominając lata sukcesów na światowych ringach. Mistrz olimpijski z Tokio wiódł burzliwe życie, ale od lat był pełen pokoju. — Kiedy przyszedł rak, to tak nakręciłem sprężynę wiary, że do dziś trzyma. I fajnie jest. Kumple i znajomi śmiali się, kiedy na dobre do Pana Boga wróciłem: Marianowi odbiło! — mówił w marcu 2025 r. w specjalnym wywiadzie dla miesięcznika “Przegląd Sportowy Historia”.
MARIAN KASPRZYK: Ani trochę. A do czego ten sport mi dziś potrzebny? Teraz najbardziej zdrowie potrzebne. Może ze dwadzieścia lat temu mogłem i jeszcze chciałem pogadać o sporcie. Że więcej wygrałem, niż przegrałem. A dzisiaj nikt w sprawie mojego sportu nie dzwoni, nikt nie przychodzi. I fajnie.
Nie śnią się panu walki, które pan toczył?
Nic a nic. Śni mi się, że po coś sięgam i nie daję rady. Że gdzieś biegnę i nie mogę dobiec. No i wstaję zmęczony (śmiech
Medal olimpijski oddał pan na Jasną Górę.
Tak, ten złoty, Matce Boskiej. Kiedyś jakiś dziennikarz przyszedł i powiedział, że może pomóc zrobić mi odbitki. No i przyniósł ze dwadzieścia. Ale się rozeszły po ludziach. Ze dwie mi zostały. Reszta dziadów leży u mnie w domu, na półkach.
Dziadów?
No, medali, tych nie ze złota.
Wesołe jest życie staruszka?