NFL
Duchowny zjawił się w domu pani Katarzyny chwilę przed dwudziestą. Jej syn był już zmęczony czekaniem
Przyjęła księdza po kolędzie, nagle syn zadał pytanie. Duchowny: Ja też bym mógł?
Matka przyjęła księdza po kolędzie. Nagle syn przyznał, że jest głodny i chce zjeść kanapkę. Reakcja duchownego zaskoczyła kobietę. – Wcześniej był w małej, wiejskiej parafii, a tam panowały zupełnie inne zwyczaje niż w tej, do której my należymy – wyjaśniła nasza czytelniczka.
Na początku roku w wielu parafiach rozpoczęły się wizyty duszpasterskie. Niektóre spotkania są pełne patosu, z białym obrusem, modlitwą, skrępowaniem domowników, jednak coraz częściej jest zupełnie inaczej. Duchowni pokazują swoją ludzką twarz, żartują, rozmawiają i dają dzieciom obrazki ze świętymi oraz cukierki. Niekiedy dzięki tym najmłodszym może dojść do zabawnych sytuacji.
Mój syn miał na religii poruszony temat wizyty duszpasterskiej. Ma sześć lat i bardzo przeżywał przyjście księdza. Myślę, że wynikało to właśnie z tych lekcji. Przygotował nawet swój zeszyt, żeby pokazać, ‘bo katechetka mówiła, że trzeba’. Co prawda myślałam, że ten zwyczaj pokazywania zeszytów z religii już zaniknął, ale może się mylę
– powiedziała Katarzyna, mama sześcioletniego Miłosza. – W tym roku kolęda była u nas w drugim tygodniu stycznia. Zaczynała się o 16.00. Liczyliśmy, że duchowny przyjdzie do nas około godz. 19.00, więc gdy się wszystko opóźniało, przyznam, że poczułam lekką frustrację. Nic konkretnego nie mogłam zrobić, bo nie chciałam potem przerywać, albo narobić bałaganu. Jednak wyniosłam z domu, że jak chodzi ksiądz, to ma być porządek itp. – dodała.
Stół przygotowany na wizytę duszpasterską