NFL
Nie do wiary…
Bruksela pozywa Polskę do TSUE i żąda kar. Wszystko po decyzji Nawrockiego
Internet miał być przestrzenią wolności i szybkiej wymiany informacji. Coraz częściej staje się jednak polem twardej walki o to, kto ma prawo stawiać granice, a kto ma je egzekwować. W Polsce spór o regulacje cyfrowe właśnie wszedł na poziom, na którym kończą się deklaracje, a zaczynają realne konsekwencje – także finansowe.
Internet pod lupą instytucji. Napięcie narasta
Od kilku lat w Europie rośnie presja, by uporządkować zasady funkcjonowania platform internetowych. Argument jest powtarzany odmieniany przez wszystkie przypadki: ochrona użytkowników, zwłaszcza najmłodszych. Po drugiej stronie stoją obawy o nadmierną ingerencję państwa i ryzyko działań, które w praktyce mogłyby ograniczać debatę publiczną.
Krytycy ripostują, że nowe mechanizmy mogą w praktyce oznaczać automatyczne blokowanie treści i tworzenie systemu, w którym o granicach wypowiedzi decyduje administracja lub prywatne firmy, działające pod presją kar.
W centrum zostaje pytanie, którego nikt nie omija: kto ma prawo wskazać, co jest „szkodliwe”, a co jest po prostu opinią.
Pozew, weto i groźba konsekwencji finansowych
Ten spór w Polsce przybrał bardzo konkretny kształt. Komisja Europejska skierowała skargę przeciwko Polsce do Trybunału Sprawiedliwości UE w związku z brakiem wdrożenia przepisów wynikających z Aktu o usługach cyfrowych (DSA). Kluczowy zarzut dotyczy niewyznaczenia koordynatora ds. usług cyfrowych, który miałby odpowiadać za nadzór nad stosowaniem regulacji.