NFL
Ciekawe kto za to wyleci
Nawrocki przyszedł na spotkanie i zdębiał. Niebywałe jak go potraktowano. Takiego ciosu się nie spodziewał
Karol Nawrocki wchodził do siedziby Polskiego Komitetu Olimpijskiego w roli gościa, który ma domknąć przekaz o wspólnocie. Miało być świątecznie, z kolędami, z uśmiechem, z symbolicznym gestem jedności środowiska sportowego. Ale to nie przemówienia zagrały w piątek najmocniej. Najgłośniej wybrzmiały… puste krzesła.
Puste miejsca, które powiedziały więcej niż oficjalne słowa
„Kolędowanie Rodziny Olimpijskiej” z udziałem prezydenta brzmiało jak wydarzenie, na którym zwyczajnie nie wypada nie być. Tymczasem w sali zabrakło wielu osób z najwyższego szczebla PKOl. Z osiemnastu członków prezydium pojawiła się tylko niewielka część. Nieobecni byli m.in. Leszek Blanik, Tomasz Chamera, Otylia Jędrzejczak, Marian Kmita, Adam Korol, Cezary Kulesza, Henryk Olszewski, Rafał Tataruch i Maja Włoszczowska.
To nie wyglądało jak seria przypadkowych kolizji w kalendarzach. W środowisku sportowym takie absencje czyta się jak komunikat. Prosty, bezpośredni, bez potrzeby dopisywania komentarza.
Prezydent w środku sporu, którego nie da się już przykryć oprawą
Wizyta Karola Nawrockiego miała rangę państwową, ale też wywołała wrażenie, że PKOl wciąga politykę do własnej wewnętrznej gry. W takich sytuacjach liczą się detale: kto z kim rozmawia, kto stoi obok, kto daje uścisk dłoni, a kto wybiera nieobecność.