NFL
Był w kompletnym szoku, w sieci wielkie poruszenie
Ledwo Ziobro dostał azyl, a tu coś takiego. Zdumiewające, co spotkało go na Węgrzech
Codzienność na politycznej emigracji potrafi zaskakiwać. Nawet byli ministrowie, przyzwyczajeni do zaplecza i ochrony, muszą odnaleźć się w zupełnie nowych realiach. W odmiennej rzeczywistości znalazł się Zbigniew Ziobro, a jeden z drobnych, z pozoru nieistotnych epizodów z Budapesztu stał się wymownym symbolem tej zmiany.
Budapeszteńska codzienność byłego ministra
Azyl polityczny i nowe warunki życia
Ciężar zarzutów i polityczna narracja w tle
Zbigniew Ziobro, były minister sprawiedliwości i prokurator generalny, od kilku tygodni przebywa w Budapeszcie, gdzie uzyskał azyl polityczny. Choć jego nazwisko wciąż wywołuje ogromne emocje w Polsce, na węgierskich ulicach musi funkcjonować jak każdy inny kierowca i mieszkaniec miasta.
Fotoreporterzy tabloidu „Fakt” zauważyli, że pod koniec tygodnia na samochodzie polityka pojawiła się kartka umieszczona za wycieraczką, zabezpieczona foliową osłoną. W pobliżu auta widziany był kontroler strefy parkowania, co pozwala przypuszczać, że chodziło o informację dotyczącą postoju pojazdu. Choć sam szczegół jest błahy, dla wielu obserwatorów stał się symbolicznym obrazem nowej rzeczywistości Ziobry.
Jeszcze niedawno poruszał się służbowymi samochodami, z ochroną i zapleczem administracyjnym. Dziś sam musi pilnować lokalnych przepisów, zasad parkowania i codziennych obowiązków, które nie robią wyjątków nawet dla byłych członków rządu. To właśnie takie drobne sytuacje najlepiej pokazują, jak bardzo zmieniła się jego pozycja.
Azyl polityczny i nowe warunki życia
Azyl przyznany Zbigniewowi Ziobrze przez węgierskie władze wywołał w grudniu ogromne kontrowersje, zarówno w Polsce, jak i w Unii Europejskiej. Budapeszt uznał, że były minister może być narażony na prześladowania polityczne, co otworzyło mu drogę do legalnego pobytu i ochrony międzynarodowej.
W praktyce oznacza to jednak życie bez dawnych przywilejów władzy. Ziobro, podobnie jak przebywający również na Węgrzech były wiceminister sprawiedliwości Marcin Romanowski, musi samodzielnie organizować swoją codzienność. Choć przysługuje mu specjalny dokument podróży wynikający z Konwencji Genewskiej, nie zapewnia on komfortu ani immunitetu od codziennych obowiązków.
Wszystko wskazuje na to, że pobyt w Budapeszcie nie jest jedynie krótkim epizodem. Politycy, którzy znaleźli tam schronienie, przygotowują się raczej na dłuższy okres funkcjonowania poza Polską. To rodzi pytania o ich przyszłość, plany polityczne i ewentualny powrót do kraju, który w obecnych okolicznościach wydaje się bardzo odległy.