NFL
Tak gwiazdy zachwycały na czerwonym dywanie
Złote Globy 2026: Tak gwiazdy zaprezentowały się na czerwonym dywanie. Dominuje jeden element
Tegoroczna gala Złotych Globów 2026 przeszła do historii nie tylko dzięki zaskakującym werdyktom, ale przede wszystkim kreacjom, o których będzie się mówić latami. Julia Roberts postawiła na zabójczą prostotę, a Selena Gomez i Miley Cyrus udowodniły, że w modzie nie ma granic.
Złote Globy 2026 rozdane
Kto otrzymał statuetki
Galeria gwiazd
Sezon nagród w Hollywood oficjalnie wystartował, a 83. gala Złotych Globów pokazała, że branża filmowa po latach zawirowań stawia na solidne, klasyczne rzemiosło. Choć co roku słyszymy głosy, że te statuetki tracą na znaczeniu, to rzeczywistość weryfikuje te teorie – wyniki wciąż są najlepszym barometrem przed Oscarami. Tegoroczny wieczór miał dwóch wyraźnych liderów, którzy nie dali rywalom większych szans.
W kinach bezdyskusyjnie rządziła produkcja “Jedna bitwa po drugiej”. Cztery statuetki to jasny sygnał, że mocne, tradycyjne kino wciąż trzyma się mocno i potrafi przekonać do siebie jurorów. Z kolei na małych ekranach, w świecie streamingu, triumfowało “Dojrzewanie”. Serial również zgarnął cztery nagrody, betonując swoją pozycję jako absolutny hit ostatnich miesięcy. Jeśli szukacie planów na weekend, ta lista zwycięzców to gotowa ściągawka z tego, co po prostu wypada znać.
Jednak nie obyło się bez zgrzytów, o których huczy teraz sieć. Największą kontrowersją jest całkowite pominięcie „Frankensteina” Guillermo del Toro. To sytuacja co najmniej dziwna, biorąc pod uwagę, że film stał się finansowym potworem i bił rekordy oglądalności. Jury Złotych Globów po raz kolejny pokazało, że satysfakcja widza i komercyjny sukces to dla nich zupełnie inna bajka niż artystyczne wytyczne, którymi się kierują.
Sama gala była spokojniejsza, mniej w niej było skandali, a więcej skupienia na konkretnych nazwiskach. Hollywood najwyraźniej zmęczyło się ciągłym szokowaniem i postawiło na spójność. Dla nas, widzów, płynie z tego jeden wniosek: jeśli trend się utrzyma, “Jedna bitwa po drugiej” ma prostą drogę do Oscara, a del Toro będzie musiał zadowolić się miłością fanów zamiast statuetki na półce.