NFL
Teraz jego nazwisko jest jednym z najgorętszych na trenerskiej karuzeli w naszym kraju ➡️
“Zasłużył na to jak nikt inny”. Miał świra na punkcie piłki. Teraz mówi o nim cała Polska
Zaczynał w wieku 18 lat od pracy z reprezentacją domów dziecka, na półamatorskim poziomie wykorzystywał drony i innowacyjne metody pracy, a gdy odchodził z Akademii Rakowa Częstochowa, rodzice wysłali pismo do władz klubu z prośbą o przywrócenie go do pracy. Łukasz Tomczyk nigdy nie wybierał ścieżek na skróty i nie lubił półśrodków. Teraz jego nazwisko jest jednym z najgorętszych na trenerskiej karuzeli w naszym kraju. A wszystko to dlatego, że został następcą Marka Papszuna. — Nie boję się tego powiedzieć: trener Tomczyk jak nikt zasługuje na taką szansę — słyszymy od jednego z jego podopiecznych z klubu, gdzie sześć lat temu rozpoczynał pracę z seniorami.
Więcej informacji znajdziesz w Przeglądzie Sportowym Onet
— Co pomogło w powrocie do Rakowa jako pierwszy trener? Na pewno to, że od osiemnastego roku życia jestem trenerem i pierwszą drużyną, którą trenowałem, była reprezentacja domów dziecka — wspominał na konferencji prasowej nowy opiekun wicemistrzów Polski. Powiedzieć, że życie trenera Łukasza Tomczyka od zawsze kręciło się wokół piłki nożnej, to nic nie powiedzieć. Ale w środowisku, w którym dorastał, nietrudno było zboczyć na złą ścieżkę
Tomczyk jest bowiem wychowankiem Domu Dziecka w Kłobucku, gdzie trafił wraz z młodszym bratem. Przebywał w miejscu naznaczonym patologiami i alkoholem. A już po wyjściu z ośrodka szybko musiał zmierzyć się z prozą codziennego życia. Ale to w piłce nożnej odnalazł szczęście i drogę, która sprawiła, że teraz jest na ustach całej piłkarskiej Polski.
37-letni obecnie trener już za studenckich czasów szukał inspiracji. W poszukiwaniu dodatkowego grosza łapał się wszelkich profesji, które zawsze były związane z piłką nożną. Zaczynał od prowadzenia reprezentacji domów dziecka, a pierwsze trenerskie szlify zbierał w Zniczu Kłobuck, gdzie był trenerem jednej z grup młodzieżowych. To właśnie w małej miejscowości pod Częstochowa próbował też szczęścia, jako zawodnik. W czasie studiów na Akademii Jana Długosza, gdzie ukończył Wychowanie Fizyczne i Pedagogikę Wczesnoszkolną, zaliczył też epizod trenerski.
— Na naszym kierunku było dużo osób związanych z piłką, w tym byłych zawodników. Sam już wtedy jeździłem, jako arbiter na IV ligę i namawiałem znajomych, by poszli na kurs sędziowski. Kilku z nich się zdecydowało, w tym m.in. Łukasz. Na samym początku pamiętam, że pomagałem mu załatwić sprzęt sędziowski. Praca z gwizdkiem to jak praca z instrumentem. Kiedyś pojechaliśmy na stare boisko treningowe Rakowa na Kucelin. Stanął wtedy na środku boiska i uczył się gwizdać. Nawet do takich detali przykładał ogromną wagę — wspomina po latach kolega z czasów studenckich Tomasz Barański, który aktualnie pełni funkcję przewodniczącego kolegium sędziów podokręgu Częstochowa.