NFL
“Elity europejskie z zielonej transformacji zrobiły eschatologiczną ideę, religię, dzięki której miał nadejść czysty i zbawiony świat. Oczywiście też bym chciał, żeby moje dziecko miało wodę za lat 30, a w centralnej Polsce już dziś jest z tym słabo. Chciałbym, żeby klęski żywiołowe i pustynnienie nie sprawiło, że zaczniemy do siebie strzelać. Rozwiązanie pułapki klimatycznej, w którą wpadł świat, jest dla mnie mega ważne. Ale w obecnym kształcie Zielony Ład to rodzaj przemysłowego samobójstwa. Inni już to odrzucili. Miało to może sens wtedy, kiedy do Paryża zjeżdżali wszyscy łącznie z Ameryką i Chinami, deklarowali, że się z tym zgadzają, mieliśmy szansę przebić jakąś masę krytyczną dla tej agendy.” Cały wywiad z wiceszefem Ośrodka Studiów Wschodnich Jakubem Jakóbowskim w komentarzu 👇👇👇
Każdy sektor jest pożerany”. Chiny odpięły wrotki w Europie [Wywiady Sroczyńskiego]
Chińczycy weszli w tryb machania na nas kijem, osiągnęli jakąś nieprawdopodobną pewność siebie. Zjadają nasz przemysł i nawet nie próbują zaoferować czegoś w zamian – z wiceszefem Ośrodka Studiów Wschodnich Jakubem Jakóbowskim rozmawia Grzegorz Sroczyński
Grzegorz Sroczyński: Co myśli teraz Pekin?
Jakub Jakóbowski: Że słońce wschodzi na Wschodzie, a zachodzi na Zachodzie. Absolutna heglowsko-marksistowska pewność, że obiektywne czynniki dziejowe – to, gdzie jest światowa produkcja, technologie, zasoby – powodują wzrost ich siły i uwiąd Ameryki. W dodatku ta dzisiejsza Ameryka jest w stanie rewolucyjnego rozedrgania, chce robić wszystko na raz: poustawiać swoich sojuszników, wygrać konkurencję z Chinami, a może jednak się nimi ułożyć, zrobić G-2 i podzielić świat na pół. Ameryka się wymyśla na nowo, a Chiny czytają to jako słabość.
I jaki jest efekt?
Moje główne wrażenie z ostatnich rozmów z Chińczykami jest takie, że zrobili się nieprawdopodobnie pewni siebie. W ciągu ostatniego roku nabrali przekonania, że są w stanie wyznaczyć Amerykanom linię na piasku i powiedzieć: “Dalej nie przejdziecie”. To było widać w trakcie eskalacji wojny handlowej na wiosnę. Ameryka nałożyła cła, Chińczycy dali w odwecie tyle samo, Ameryka znów podniosła, Chińczycy podnieśli tyle samo: “Możecie licytować dalej, my jesteśmy gotowi”. I Trump się cofnął. Tak samo było na jesieni, Amerykanie wprowadzili nowe restrykcje eksportowe, Chińczycy wprowadzili swoje restrykcje na metale ziem rzadkich: “I co? Czy chcecie grać dalej? Bo my możemy”. I Trump znów się cofnął. Nie twierdzę, że Chińczycy wygrali, ale po raz pierwszy mocno pokazali, że istnieje granica tego, co USA mogą zrobić. I są niesamowicie pewni siebie z tego powodu.
Bo do tej pory mieli zasadę: nie pokazujemy całej siły, nie chwalimy się, czekamy, mitygujemy się?
Oni nie uważają, że już wygrali z USA, ale wiedzą, że są w stanie oddać wet za wet i utrzymać konflikt w ryzach. To nie tyle wpływa na ich relacje z USA, co na całą resztę.