NFL
Więcej w komentarzu🔽🔽🔽
Najpierw Ziobro, teraz Mentzen. Policja zbiera dowody
Najpierw Ziobro, teraz Mentzen. Policja zbiera dowody
Adam Burakowski/East News
Sławomir Mentzen może mieć kłopoty i pójść w ślady Zbigniewa Ziobry. Lider Konfederacji, celowo łamiąc obowiązujący zakaz, znalazł się na celowniku Komendy Stołecznej Policji, która kompletuje już materiał dowodowy. Sytuacja stawia pod znakiem zapytania nietykalność parlamentarną i grozi złożeniem wniosku o uchylenie immunitetu. Jeśli taki wniosek przeszedłby przez Sejm, wówczas lider Konfederacji byłby kolejnym w ciągu ostatnich kilku dni politykiem pozbawionym ochrony przed wymiarem sprawiedliwości.
Sławomir Mentzen złamał zakaz na Marszu Niepodległości. Później wrzucił zdjęcie
Sławomir Mentzen, może wkrótce podążyć śladem byłego Ministra Sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, stając przed perspektywą utraty immunitetu poselskiego i odpowiedzialności karnej. Powodem jest celowe i jawne złamanie zakazu używania pirotechniki podczas wtorkowego Marszu Niepodległości.
Sławomir Mentzen celowo i jawnie złamał zakaz używania materiałów pirotechnicznych wprowadzony przez wojewodę mazowieckiego w trosce o bezpieczeństwo publiczne podczas Marszu Niepodległości. Prowokacyjne działanie lidera Konfederacji nie było przypadkowe: już dzień wcześniej, w poniedziałek 10 listopada, polityk publicznie zakpił z restrykcji wprowadzonych przez MSWiA.
W filmiku opublikowanym na platformie X, mobilizującym do udziału w marszu, Mentzen zwrócił się do swoich sympatyków słowami, które natychmiast obiegły sieć:
– Nie mówcie Kierwińskiemu, ale race też będą.
Było to bezpośrednie wezwanie do zignorowania oficjalnych zarządzeń władz pod przewodnictwem ministra Marcina Kierwińskiego. Słowa te stały się rzeczywistością na samym początku Marszu Niepodległości, kiedy fotoreporterzy uwiecznili polityka trzymającego w dłoni odpaloną racę.
Co więcej, sam Mentzen opublikował zdjęcie z racą na swoim koncie w mediach społecznościowych, co stanowi bezsprzeczny dowód złamania prawa. Jego współpracownicy, jak Bartosz Bocheńczak, bronili tego czynu, twierdząc, że zakaz był “kompletnie oderwany od rzeczywistości” i stanowił “czystą złośliwość władzy”, ale intencjonalny charakter naruszenia porządku publicznego jest niepodważalny